Ameryka Północna
Lifestyle
Podróże
Dolina Śmierci - płonąca ziemia
19.10.15
Dolina Śmierci uzyskała
swoją złowieszczą nazwę, kiedy to w 1849 roku, na wieść o odkrytym złocie w
Kalifornii, rozpoczął się wielki exodus ludności podróżującej całymi rodzinami
ze wschodu na zachodnie wybrzeże.
W południowej części
Kalifornii, na pustyni Mojave znajduje się obszar z największą depresją w
Ameryce Północnej, Death Valley – Dolina Śmierci. Jest to dolina ciągnąca się
przez 225 km, otoczona na zachodzie mocno zerodowanymi ścianami gór Panamint,
których największy szczyt to Telescope Peak 3368 m n.p.m. i na wschodzie
niższym łańcuchem gór Amargosa. Zaledwie 30 km od Telescope Peak przy Badwather
znajduje się depresja – najniższy punkt leżący 86 m p.p.m.
W plejstocenie dolinę wypełniało płytkie jezioro. Niesamowite ukształtowanie doliny, to stożki napływowe powstałe z materiału, który woda wymywała ze stoków gór gdy klimat był tutaj wilgotniejszy. Teraz to najbardziej suche miejsce Ameryki i jedno z najgorętszych miejsc na ziemi. Szoszoni nazywali Dolinę Śmierci – Tomesha – płonąca ziemia.
W plejstocenie dolinę wypełniało płytkie jezioro. Niesamowite ukształtowanie doliny, to stożki napływowe powstałe z materiału, który woda wymywała ze stoków gór gdy klimat był tutaj wilgotniejszy. Teraz to najbardziej suche miejsce Ameryki i jedno z najgorętszych miejsc na ziemi. Szoszoni nazywali Dolinę Śmierci – Tomesha – płonąca ziemia.
W 1929 roku nie spadła tu ani jedna kropla deszczu, pomiędzy 1931 a 1934 spadło
mniej niż 2 cm deszczu, poprzez ten ciągły brak opadów sole mają tutaj
tendencje do odkładania się i tworzą solną równinę, która z daleka wygląda jak
popękany pak lodowy. 10 lipca 1913 roku temperatura w Dolinie Śmierci osiągnęła
maksymalny zanotowany zapis 56,7 °C.
Warto tu przyjechać zimą, amerykanie nazywają ją zimowym parkiem, nie dlatego że jest tu wtedy zimno ale że tylko zimą można tutaj bez problemu wyjść z klimatyzowanego samochodu i powędrować po wielu z dostępnych szlaków. W lecie panuje tu piekło, większość turystów przejeżdża ten teren szybko samochodem z włączoną klimatyzacją, robiąc zdjęcia z okna samochodu. Nic dziwnego – trudno poruszać się w czterdziesto paro stopniowym upale. Jadąc samochodem w bardziej odległe trasy w Dolinie Śmierci, znaki przy drodze cały czas przypominają czy na pewno ma się pełny bak, i czy ma się ze sobą zapas wody.
Pracownicy Służby Parków Narodowych na wjeździe informują, że wycieczkę główną drogą parku, można zrobić w ciągu jednego dnia, a na dokładne zwiedzenie trzeba przeznaczyć całe życie. My byliśmy tu kilka razy w różnych porach roku i polecamy listopad, ze względu na najlepszą temperaturę do zwiedzania i spania w namiocie. Na zwiedzanie warto przeznaczyć minimum 3 dni.
Dolina Śmierci uzyskała swoją złowieszczą nazwę kiedy w 1849 roku, kiedy to na wieść o odkrytym złocie w Kalifornii, rozpoczął się wielki exodus ludności podróżującej całymi rodzinami ze wschodu na zachodnie wybrzeże. Ostatnim punktem zaopatrzenia przed Kalifornią było Salt Lake City, skąd pionierzy musieli przebyć pustynię i przekroczyć góry Sierra Nevada, zanim spadnie śnieg i uwięzi ich na niegościnnej pustyni, albo wśród ośnieżonych szczytów. Wśród ludzi krążyła opowieść o jednej z pierwszych grup 87 pionierów zwanych Donner Party, która została uwięziona przez śniegi w górach Sierra Nevada. Ludzie zaczęli tam umierać z głodu, chorób, urazów. Z powodu ogarniającego ich obłędu doszło do kanibalizmu, w rezultacie ocalało tylko 48 osób. Grupa, która dotarła do Salt Lake City w 1849 roku wiedziała, że jest już za późno na przekroczenie Góry Sierra Nevada. Usłyszeli oni o starym hiszpańskim szlaku, który wyprowadzi ich na kraniec południowy gór, dzięki czemu dużo dłuższą, ale bezpieczną drogą dotrą do Kalifornii. Droga była długa i mozolna, dlatego część odłączyła się, zeszła ze szlaku i poszła na skróty. Od momentu odłączenia przez dwa miesiące błądzili po pustyni, aż dotarli do Gór Penamint. Część widząc góry i myśląc że to Sierra Nevada zawróciła, pozostałe rodziny przedzierając się przez Penamint dotarły do doliny po drugiej stronie gór. Wyczerpani, cierpiąc z głodu, pragnienia i zmęczenia, znaleźli tutaj tylko gorzką wodę, suche powietrze i żar do nie wytrzymania. Opuszczając niegościnną doliną ktoś powiedział „Żegnaj Dolino Śmierci”. Po opuszczeniu doliny śmierci błąkali się jeszcze po pustyni Mojave przez 23 dni zanim dotarli do doliny Santa Clarita. Po tej historii nazwano ich „49’ Lost”, a dolinę zaczęto nazwać Doliną Śmierci.
Po gorączce złota, odkryto tutaj złoża boraksu, soli używanej do produkcji mydła i środków piorących. Wydobywanie boraksu, okazało się bardzo opłacalne i Dolina Śmierci nagle stała się zamieszkana. Do pozostałości osiedli po „białej gorączce” prowadzi 16 km szlak Harmony Borax Works Interpretive Trail. Pozostały też opuszczone miasta takie jak Rhynolite, zwane Miastem Duchów.
Warto tu przyjechać zimą, amerykanie nazywają ją zimowym parkiem, nie dlatego że jest tu wtedy zimno ale że tylko zimą można tutaj bez problemu wyjść z klimatyzowanego samochodu i powędrować po wielu z dostępnych szlaków. W lecie panuje tu piekło, większość turystów przejeżdża ten teren szybko samochodem z włączoną klimatyzacją, robiąc zdjęcia z okna samochodu. Nic dziwnego – trudno poruszać się w czterdziesto paro stopniowym upale. Jadąc samochodem w bardziej odległe trasy w Dolinie Śmierci, znaki przy drodze cały czas przypominają czy na pewno ma się pełny bak, i czy ma się ze sobą zapas wody.
Pracownicy Służby Parków Narodowych na wjeździe informują, że wycieczkę główną drogą parku, można zrobić w ciągu jednego dnia, a na dokładne zwiedzenie trzeba przeznaczyć całe życie. My byliśmy tu kilka razy w różnych porach roku i polecamy listopad, ze względu na najlepszą temperaturę do zwiedzania i spania w namiocie. Na zwiedzanie warto przeznaczyć minimum 3 dni.
Dolina Śmierci uzyskała swoją złowieszczą nazwę kiedy w 1849 roku, kiedy to na wieść o odkrytym złocie w Kalifornii, rozpoczął się wielki exodus ludności podróżującej całymi rodzinami ze wschodu na zachodnie wybrzeże. Ostatnim punktem zaopatrzenia przed Kalifornią było Salt Lake City, skąd pionierzy musieli przebyć pustynię i przekroczyć góry Sierra Nevada, zanim spadnie śnieg i uwięzi ich na niegościnnej pustyni, albo wśród ośnieżonych szczytów. Wśród ludzi krążyła opowieść o jednej z pierwszych grup 87 pionierów zwanych Donner Party, która została uwięziona przez śniegi w górach Sierra Nevada. Ludzie zaczęli tam umierać z głodu, chorób, urazów. Z powodu ogarniającego ich obłędu doszło do kanibalizmu, w rezultacie ocalało tylko 48 osób. Grupa, która dotarła do Salt Lake City w 1849 roku wiedziała, że jest już za późno na przekroczenie Góry Sierra Nevada. Usłyszeli oni o starym hiszpańskim szlaku, który wyprowadzi ich na kraniec południowy gór, dzięki czemu dużo dłuższą, ale bezpieczną drogą dotrą do Kalifornii. Droga była długa i mozolna, dlatego część odłączyła się, zeszła ze szlaku i poszła na skróty. Od momentu odłączenia przez dwa miesiące błądzili po pustyni, aż dotarli do Gór Penamint. Część widząc góry i myśląc że to Sierra Nevada zawróciła, pozostałe rodziny przedzierając się przez Penamint dotarły do doliny po drugiej stronie gór. Wyczerpani, cierpiąc z głodu, pragnienia i zmęczenia, znaleźli tutaj tylko gorzką wodę, suche powietrze i żar do nie wytrzymania. Opuszczając niegościnną doliną ktoś powiedział „Żegnaj Dolino Śmierci”. Po opuszczeniu doliny śmierci błąkali się jeszcze po pustyni Mojave przez 23 dni zanim dotarli do doliny Santa Clarita. Po tej historii nazwano ich „49’ Lost”, a dolinę zaczęto nazwać Doliną Śmierci.
Po gorączce złota, odkryto tutaj złoża boraksu, soli używanej do produkcji mydła i środków piorących. Wydobywanie boraksu, okazało się bardzo opłacalne i Dolina Śmierci nagle stała się zamieszkana. Do pozostałości osiedli po „białej gorączce” prowadzi 16 km szlak Harmony Borax Works Interpretive Trail. Pozostały też opuszczone miasta takie jak Rhynolite, zwane Miastem Duchów.
Zaprzęgi wołów woziły
„białe złoto” do oddalonego o około 240 km dworca kolejowego w Mojave przez
Twenty Mule Team Canyon. Kanion nazwany tak został na pamiątkę liczących po 20
mułów zaprzęgów, które ciągnęły wozy przez górską przełęcz.
Cała dolina to bardzo
urozmaicony malowniczy krajobraz, są tu przepiękne wąwozy, wydmy, biała
pustynia, góry. Szlaków do zwiedzania samochodem i na piechotę jest wiele.
Wyróżnić można kilka widokowych perełek, takich jak alkaliczne jezioro
Badwather, przy depresji i równinie pokrytej solą. Żyją w nim nawet reliktowe pustynne rybki –
karpieńce.
Tutaj też spotkać można
najwięcej turystów, wysiadających z autokarów. Artist’s Drive to droga
samochodowa, która przez 15 km prowadzi przez krainę zerodowanych kolorowych
skał, mieniących się na czerwonawo, różowo i zielono. Najbardziej
spektakularnym miejscem tutaj jest Artists Pallete. Pastelowe barwy powodują
złudzenie, że ktoś rozstawił obraz.
Dante’s View to
niezapomniany widok na całą dolinę. Następnym znanym miejscem jest Zabriskie
Point, widok na zastygłe w fale grzbiety skalne, które o zachodzie słońca
przybierają niesamowite kolory. Zabriskie Point nazwany został na cześć
Christiana Brevoorta Zabriskiego – prezesa firmy Pacific Coast Borax. Christian
Zabriski był potomkiem szlachcica polskiego – Albrychta Zaborowskiego,
urodzonego w Węgorzewie w 1638 r.
Do tego miejsca i nazwiska nawiązał Kazimierz Brandys w „Wariacjach pocztowych”, w których, w kolejnych fikcyjnych listach ojców do synów i synów do ojców pisanych pomiędzy 1770 a 1970, Brandys przedstawia losy mężczyzn rodziny Zabierskich na tle burzliwej historii. W jednym z listów z 1870 roku jeden z potomków trafia do Doliny Śmierci nazywanej w powieści Zabersky Valley, przez co szuka rodzinnych powiązań i tworzy rodzinną legendę.
Miejsce to jest rozsławione też przez film Michelangela Antonioniego „Zabriskie Point”.
Do tego miejsca i nazwiska nawiązał Kazimierz Brandys w „Wariacjach pocztowych”, w których, w kolejnych fikcyjnych listach ojców do synów i synów do ojców pisanych pomiędzy 1770 a 1970, Brandys przedstawia losy mężczyzn rodziny Zabierskich na tle burzliwej historii. W jednym z listów z 1870 roku jeden z potomków trafia do Doliny Śmierci nazywanej w powieści Zabersky Valley, przez co szuka rodzinnych powiązań i tworzy rodzinną legendę.
Miejsce to jest rozsławione też przez film Michelangela Antonioniego „Zabriskie Point”.
Warto też przejść się po
wydmach wiecznie zmieniających kształt Sand Dunes. Wiatr bez trudu przesypuje
te piaszczyste góry o wysokości do 24 metrów. Przy okazji można posłuchać
śpiewu wydm, który tworzy przesuwający się wiatr po piasku i wypatrywać śladów
grzechotników pozostawionych przez nich na piasku.
Mając wypożyczony
samochód z napędem na 4 koła, warto przejechać drogę przez Titus Canyon.
Na koniec warto obejrzeć
Scotty’s Castle, zbudowaną 1922 roku posiadłość w stylu hiszpańskim nalężącą do
milionera z Chicago – Alberta M. Johnson’a. Zarządcą domu był jego dobry
znajomy, były poszukiwacz złota, kowboj i znany bajarz Walter Scott, zwany
Scottym z Doliny Śmierci.










0 komentarze